Jak każdy widzi (bo ślepy by nie zauważył) nowego postu, nie licząc nagrody, nie było od pół roku.
Jest to spowodowane moimi problemami psychiczno-fizycznymi, brakiem natchnienia, czasu, motywacji, chęci, i... i innymi problemami.
Muszę was bardzo przeprosić i oficjalnie ZAWIESIĆ bloga do odwołania, bo nie wiem, kiedy wena wróci, a nie chcę was "raczyć" postami pisanymi na wymuszeniu: Bo muszę to napisać.
Z moją weną jest dobrze, ale nie w kwestii tego opowiadania. Bardzo mi zależy na wszystkich czytelnikach i każdym z osobna, ale niestety muszę to zawiesić.
Jednocześnie chcę zaprosić was do lektury mojego innego bloga, gdzie co prawda postów jeszcze takich nie ma, ale wkrótce się pojawią. http://alicecraininherworld.blogspot.com/
Wybaczycie mi to, prawda? Naprawdę mi przykro...
Przepraszam tych, których zawiodłam, i także samą siebie.
Dziękuję że ze mną trwaliście.
Maggie.
niedziela, 10 listopada 2013
poniedziałek, 1 lipca 2013
Nominacja * . *
Versatile Blogger
Zostałam nominowana do tej nagrody! Nominowała mnie cudna Raylie Oczywiście bardzo jej dziękuje! Moja pierwsza nominacja... Doceniono mój blog *wzruszyłam się*.
Każdy nominowany blogger powinien:
- podziękować nominującemu na jego blogu
.
.
- pokazać nagrodę
.
.
- ujawnić siedem faktów dotyczących siebie
.
.
- nominować dziesięć blogów, które jego zdaniem na to zasługują
.
.
- poinformować o tym fakcie nominowane blogi
Teraz siedem faktów o mnie:
1. Mam hererochromie. To różnobarwność tęczówki. Mam niebieskie oczy a w prawym taką brązowo-złoto-piwną plamkę.
2. Mój ulubiony aktor to Johnny Depp.
3. Uwielbiam filmy Tima Burtona, zwłaszcza (a tak szczerze to praktycznie tylko) te z Jahnnym.
4. Mam chomika którego nazwałam Ruki (Od Rukiego z The GazettE)
5. Uwielbiam patrzeć w nocy na gwiazdy i księżyc. I jak pada deszcz (kocham deszcz...).
6. Praktycznie nie płacze na filmach.
7. Lubie psychologiczne thrillery. Czasem jakieś horrory. Ale jako że thrillery są takie... thriller'owe ( XD) wole chyba thrillery :).
PS Niedługo napiszę nowy wpis... Muszę go przepisać z telefonu... Odezwę się, Kochani!!!
Wasza Maggie ♥
1. Mam hererochromie. To różnobarwność tęczówki. Mam niebieskie oczy a w prawym taką brązowo-złoto-piwną plamkę.
2. Mój ulubiony aktor to Johnny Depp.
3. Uwielbiam filmy Tima Burtona, zwłaszcza (a tak szczerze to praktycznie tylko) te z Jahnnym.
4. Mam chomika którego nazwałam Ruki (Od Rukiego z The GazettE)
5. Uwielbiam patrzeć w nocy na gwiazdy i księżyc. I jak pada deszcz (kocham deszcz...).
6. Praktycznie nie płacze na filmach.
7. Lubie psychologiczne thrillery. Czasem jakieś horrory. Ale jako że thrillery są takie... thriller'owe ( XD) wole chyba thrillery :).
To wszystko na mój temat...
Nominuję:
..http://czarno-czerwony-swiat.blogspot.com/
..http://czarno-czerwony-swiat.blogspot.com/
*Liczy* Jeden...Dwa...Trzy...Cztery...Pięć... Sześć... Kurde... Więcej blogów nie mam do nominowania... Musi to starczyć. Zawieszonych przecież nie będę nominować...
Tak więc na koniec chcę jeszcze raz podziękować Raylie. Moja pierwsza nominacja... Dziękuję, jestem bardzo wdzięczna!PS Niedługo napiszę nowy wpis... Muszę go przepisać z telefonu... Odezwę się, Kochani!!!
Wasza Maggie ♥
niedziela, 26 maja 2013
"Nie zostawiaj mnie, dobrze? Bądźmy zawsze blisko, tak byśmy w razie potrzeby miały do kogo się zwrócić o pomoc... Zgoda?"
Niektórym ludziom sny śnią się jako wytwory wyobraźni.
Mi coraz częściej śniły się wspomnienia. Z najróżniejszych okresów. Przypominały o sobie miłe wydarzenia, ale czasem też te o których chciałam zapomnieć.
W śnie było jasno. Wiał delikatny wiatr, ale nie było zimno. Wspomnienie dotyczyło początku tego roku szkolnego. Właśnie wyszłam z Yuki ze szkoły.Pomachałyśmy Kaori która szła do rodziców by się pochwalić że jest z nami w klasie. Ja i Yuki byłyśmy bardzo szczęśliwe, dostałyśmy się do tej samej klasy. Obie w mundurkach. Obie się uśmiechałyśmy. Zwykle spokojna Yuki podskakiwała delikatnie a jej brązowe proste włosy falowały przy każdym ruchu. Ja miałam włosy związane w dwa kucyki i podskakiwałam obok równie szczęśliwa. Oczywiście zaraz się uspokoiłyśmy bo musiało to wyglądać idiotycznie: dwie szesnastoletnie dziewczyny trzymające się za ręce i podskakujące jak dzieci.
-Wiesz co, Roxy? Fajnie że będziemy prefektami. Będziemy więcej czasu spędzać razem-powiedziała, Jej fiołkowe oczy wręcz uśmiechały się do mnie.
-Ale wiesz... Nie musiałaś się zgadzać. Nie będziemy się wysypiać i w ogóle.
Szatynka przystanęła na chwilę. Patrzyła przez chwilę na swoje buty, po czym zapytała:
-Nie chcesz tego?
-Nie o to mi chodziło. Martwię się tylko, bo twoi rodzice mogą się czepiać jak dostaniesz przez to złą ocenę. To tyle.
-Nie będą!- od razu się rozpogodziła- Nie zaniedbam szkoły. Bo mnie z tej szkoły zabiorą, i każą wrócić do domu by móc mnie kontrolować. Nie potrzebuje tego. Z resztą, jestem już duża i sama wiem co dla mnie dobre.
delikatnie Mi też poprawiła tym humor.Wyjęła z małej torebki aparat i zapytała jakiegoś ucznia czy może zrobić nam zdjęcie. Obie na zdjęciu uśmiechałyśmy się stojąc obok siebie. Zdjęcie to stało teraz u nas na szafce.
-Wiesz, mam prośbę-powiedziała niepewnie - Zrobiłabyś coś dla mnie?
-Zależy co?
-Nie zostawiaj mnie, dobrze? Bądźmy zawsze blisko, tak byśmy w razie potrzeby miały do kogo się zwrócić o pomoc... Zgoda?
Lekko oszołomiona i zaskoczona pokiwałam tylko głową...
-Tak... tak będzie najlepiej. Jak będziemy blisko...-powiedziała bardziej do siebie, niż do mnie
Ze snu obudził mnie budzik.
-Czyli już szósta rano-pomyślałam-Nie wstanę... Nie chce...
-Rusz się Roxy-dobiegł moich uszu głos Yuki. Był nijaki. Po prostu bezbarwny- Bo zaśpisz.
-Nie zaśpię bo nie śpię. Słysze że dzwoni budzik tylko nie chce wstawać-powiedziałam podnosząc się z łóżka.
Zanim się zorientowałam ubrana i uczesana kłóciłam się z przyjaciółką o... Mydło. O durne mydło na którym się poślizgnęła. Twierdziła że nie jest jej, ja mydła szarego nie lubię więc nie moje. Mydło nie miało właściciela. A my po prostu krzyczałyśmy na siebie nawzajem.
Ktoś zapukał do drzwi.Dziewczyna poszła otworzyć drzwi a ja usiadłam na łóżku. Za drzwiami stała uczennica jeszcze w pidżamie.
-Yuki-san, dlaczego tak krzyczycie? Stało się coś?-zapytała dziewczyna przecierając oczy
-Bardzo przepraszam, będziemy ciszej. Nic się nie stało. Wróć do łóżka. Jeszcze raz wybacz.
Zamknęła drzwi za dziewczyną.
-Czyli nastawienie zmieniła tylko do mnie -pomyślałam
-Po prostu pilnuj swoich rzeczy-powiedziała po czym wzięła swoją torbę
-Ostatni raz mówię że to nie mo...-ale jej już nie było w pokoju
Położyłam się na niedawno pościelonym łóżku i założyłam na uszy słuchawki. Nie byłam przyzwyczajona do takiej sytuacji więc musiałam to ogarnąć myślami.
Wróciła z jakiegoś miejsca, stała się dziwna, nic nie chce mi powiedzieć... To że coś się stało wtedy było rzeczą oczywistą. Pytanie było tylko: ,,Co?"
W owej sytuacji przychodziły mi na myśl tylko dwie osoby: Kaori i Dyrektor, Dyrektor i Kaori.
Zapytać najlepiej będzie Kaori czy Dyra... Dyrektora oczywiście!
Po lekcjach miałam zamiar pomaszerować prosto do gabinetu wuja. Schodząc po schodach wpadłam na młodego chłopaka.
-Przepraszam, wiesz gdzie jest gabinet dyrektora?
-Na końcu korytarza.
-Dzięki!-powiedział, i poszedł w stronę gabinetu.
-Nie zdążyłam mu się nawet przyjrzeć...-szepnęłam- Miał śliczne oczy...
Jedynymi rzeczami jakie zauważyłam było to że miał liliowe oczy, i ciemne włosy.
Skoro dyrektor był zajęty... To jest jeszcze Kaori!
* * *
-Kaori, co ja mam z nią zrobić? Kiedyś ją uduszę... Robić awanturę o mydło? Naprawdę?
-Może ma jakieś kłopoty? Popytaj ją-powiedziała, zajadając się kawałkiem truskawkowego ciasta, w naszej kawiarni
-boje że odgryzie mi głowę...-mruknęłam, patrząc na kubek z kakao, jakby miało mi powiedzieć, co zrobić-Może ty ją zapytaj?
Spojrzała na mnie krytycznym wzrokiem, unosząc brew.
-Roxy... Wiesz, myślę że nie mam z nią takich relacji jak z tobą... Wręcz przeciwnie, nie rozmawiamy. Więc raczej mi nie powie...
Spojrzałam zamyślona w okno. Pierwsze krople deszczu zaczęły spadać z nieba.
-Chyba będzie burza-zauważyła z niepokojem blondynka-Jak ty możesz lubić, kiedy pada, chyba nigdy tego nie zrozumiem. To taka smutna pogoda. A lato? Gorące lato... Można iść na plażę...-rozmarzyła się dziewczyna
-W kwestii lata, to właśnie to: ,,gorące" mi przeszkadza... przez to nie jestem zwolenniczką lata, gdy jest czterdzieści tysięcy stopni.
-Dziwna jesteś...-skwitowała, a ja wzruszyłam tylko ramionami.
* * *
Słońce... durne słońce...
Patrzyłam się teraz w stron zachodzącego słońca, jakbym chciała zmusić je by szybciej zaszło...
Chcąc odgrodzić się na chwile od całego tego szkolnego szumu, zawędrowałam na dach.
Czekałam aż zajdzie, by móc iść do pokoju i pójść spać. Nie musieć z nikim gadać...Nie wiedziałam jak określić stan w jakim byłam... Nie była to ani depresja, ani smutek. Pewnego rodzaju samotność dokuczała mi coraz bardziej. Zbyt mocno byłam przywiązana do jednej osoby...
Po zachodzie słońca, poszłam do gabinetu porozmawiać z dyrektorem.
Puk, Puk... cisza. Oczywiście zapukałam drugi raz. I ponownie to samo.
-Nie no bez żartów... W dzień nie ma czasu a wieczorem go nie ma...
Pomaszerowałam prosto do pokoju, gdzie od progu zaczęła na mnie krzyczeć Yuki. Sama nie wiedziałam o co chodzi, więc patrzyłam się na nią tępo, po czym wzięłam pierwszą, lepszą książkę i wyszłam.Czytanie mnie nie uspokajało... po raz czwarty czytałam te samą stronę, nie rozumiejąc co czytam. Wpatrywanie się w niebo zaczęło mnie męczyć już po pięciu minutach od zaprzestania prób przeczytania czegokolwiek. Siedziałam tak, wpatrując się tempo w przestrzeń, tracąc poczucie czasu. Czekałam... Słońca zbliżało się coraz bliżej horyzontu. Kiedy wreszcie ostatnie promienie słońca zniknęły, wróciłam do pokoju.
-Yuki, powiesz mi co ci ostatnio jest?
-Nic, po prostu cię nienawidzę. Nie chce mieć takiej przyjaciółki jak ty. Ja nie chce cie znać-odpowiedziała tak obojętnie ze sam ton jej głosu mnie bolał
Wstała i wyszła. Ja siedziałam jeszcze na łóżku, zbyt otumaniona tymi słowami. A jeszcze parę dni wcześniej rozmawiałyśmy jak siostry.
-Proszę- odpowiedział głos z za drzwi
-Musimy porozmawiać, dyrektorze.
-Roxy... a możemy za chwilę, jestem zajęty - ręką wskazał na chłopaka, który wcześniej szukał gabinetu.
-W zasadzie to ja już nie mam pytań... trafie do pokoju...
-Oczywiście, wiec na koniec: witam w mojej szkole.
Chłopak tylko pokiwał głową i wyszedł.
-Co jej jest?
-Komu?
-Yuki a komu?! Jeśli ktokolwiek coś wie, to ty. Teraz mi powiesz co z nią jest.
-Nie.-odpowiedział krotko
"Nie wybuchnij, to dyrektor" pomyślałam.
-Dlaczego "Nie"?
Przez bardzo długi czas wodziliśmy się wzajemnie za nos. W końcu poznałam choć skrawek skrywanej tajemnicy, o której nikt mi nie chciał nic powiedzieć.
-Posłuchaj, Yuki ma podejrzenia kto się mógł tu włamać, albo kto miał z tym coś wspólnego. Tyle ostatecznie możesz wiedzieć.
-Ostatecznie? Chce wiedzieć wszystko!
-Ale ja jeszcze nie wszystkiego jestem pewien. Nie podam ci niepewnych informacji.
Pokiwałam głową.Nie to nie... Sama się dowiem.Wstałam i bez słowa wyszłam. Spojrzałam na zegarek. Byłam tam pięćdziesiąt minut... długo jak na jeden konkret.
-Trzeba by wracać...
Przed powrotem popatrzyłam czy jacyś ludzie nie kręcą się po dworze. Odesłałam trzy dziewczyny do pokoi i ruszyłam do siebie.
Drzwi były nie domkniete.
-Nie zamknelam?-zapytalam siebie w myslach
Weszłam do pokoju i usiadłam na łóżku. Yuki leżała na boku twarzą do ściany. W całym pokoju było dość ciemno
-Posłuchaj, dyrektor mi mówił ze masz podejrzenia odnośnie tamtego włamania. Powiesz mi coś?
Cisza. Brak reakcji.
-Haloo? Jest tam kto?
Znów cisza. Sfrustrowana wstrzymałam oddech dla uspokojenia. Ponoć to działa.
Coś mi tu nie pasowało. Dopiero po chwili zrozumiałam co.
Ta cisza. Nie chodziło o milczenie tylko o absolutna cisze. Nie było nic słychać przez tamta chwile. Żadnych oddechów. Tylko jedno bicie serca.
Na początku zdębiałam. Wstrzymałam mimowolnie oddech i znów odpowiedziało mi ta cisza. Podeszłam do łóżka przyjaciółki. Najpierw delikatnie stuknęłam ja w ramie. Nic. Potem znów. To samo. Aż w końcu delikatnym ruchem ja obróciłam
Leżała tak i patrzyła nie na mnie pustym wzrokiem. W jej oczach nie było nic. Uśmiechała się, ale bardzo nienaturalnie. Fanatycznie się wręcz szczerzyła. Z klatki piersiowej wystawała niewielka rękojeść od noża, a biała koszula prawie cala była zabarwiona na czerwono. Obok na łóżku leżała książka, pościel była czysta. Jakby ktoś ułożył te makabryczna scenę.
Nie mogłam znieść uczucia , ze te puste oczy na mnie patrzą. Kolana się pode mną ugięły. Nie płakałam. Nie dotarło to jeszcze w pełni do mnie. Siedziałam tak przez chwile, a każdy następny mój ruch był, jakby ktoś sterował lalką.
Wstałam i udałam się prosto do gabinetu wuja. Nie zapukałam tylko weszłam. Już miał coś powiedzieć, ale zamilkł. Widocznie widział ze jest coś nie tak. Wskazałam tylko na niego i wyszłam. Zrozumiał, poszedł za mną. Szlam jak maszyna. Wszystkie ruchy były wykonywane mechanicznie. Zatrzymałam się przed drzwiami pokoju. Wpatrywałam się w nie przez chwilę a gdy mężczyzna stanął za mną, otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka. Zapalił światło i natychmiast zrozumiał o co chodzi. Ja usiadłam na łóżku. Zaczęły powracać powoli przebłyski świadomości. Podszedł powoli do ciała, cały czas patrząc na nie, ale gdy zauważył nóż i te puste oczy, zrozumiał ze pulsu nie wyczuje. Wziął mnie za rękę i wyprowadził z pokoju. Usiadłam pod ścianą, obok drzwi. Zauważyłam, ze płacze. Nie chlipałam, nie skuliłam się w kłębek. Siedziałam tylko pod ścianą, podciągnęłam kolana o klatki piersiowej, i nawet nie zwracałam uwagi na łzy. Cały czas widziałam te puste oczy.
Dyrektor zadzwonił do paru ludzi. Wszyscy byli ubrani na ciemno.Zachowywali się cicho, jak duchy. Weszli, zabrali ciało i wyszli. Ciało... jak łatwo nam używać tego określenia, gdy nie chodzi nam o nikogo bliskiego. Gospodarz klasy z aniołami, poinformowany najprawdopodobniej przez tych mężczyzn przyszedł sprawdzić o co dokładnie chodzi.
Brunet o złotobrązowych oczach zamienił parę zdań z dyrektorem. Mówili tak cicho, ze nie usłyszałam nawet jednego słowa. Na koniec spojrzał na mnie, a gdy napotkał mój wzrok uśmiechnął się delikatnie, jakby chciał mi dodać otuchy.
Tego wieczoru mężczyźni na prośbę wuja spakowali moje rzeczy, i dostałam pojedynczy pokój, piętro wyżej, na końcu korytarza. Łzy leciały mi dopóki nie zasnęłam. Jeden z nich, najmłodszy, został przy mnie do końca, jak prosił wuj...
Nigdy nie płakałam za zmarłymi. Od małego wydawało mi się to może nie tyle dziwne i głupie, co niewłaściwe. Przecież im już to nie pomoże. Nie płakałam za rodzicami. Nie pamiętałam ich twarzy. Nie pytałam o nich. Wolałam być w stanie błogiej nieświadomości, nie martwić też wuja wspomnieniami. Nie straciłam nigdy na tyle bliskiej osoby by płakać za nią. Nie raz zmarła osoba którą znałam czy lubiłam. Jednak tego dnia płakałam za nieżyjącą przyjaciółką. Dalej byłam na nią zła. Płakałam jednak z żalu... Nigdy nie zgadzałam się z tym że jest wokół nas ktoś, kto może zastąpić zmarłą osobę. Dlatego straty tak bolą. Jednak nie tyle świadomość straty była dla mnie bolesna, co wracające wspomnienia... Głównie te dobre, wspólnie spędzone chwile...
...........................................................................................
Konnichi wa i GOMEN NASAI-przede wszystkim.
Wiem, jestem złym, strasznym potworem i straszyli mną kiedyś dzieci, a do tego jestem BE że was zaniedbałam. Bardzo mi przykro! Wiecie... mam czasem wrażenie że świat się na mnie uwziął. Ale nic nie poradzę na to użalając się.
Nie zanudzając was dalej, mój chory umysł już wymyślił co się będzie działo w tej historii. Miałam "zabić" Yuki ciut później, ale stwierdziłam że już mi się tu nie przyda.
Wiecie że to jak ją Roxy znalazła wzięłam z moich koszmarów? Nie? To już wiecie. Fajne mam sny, prawda? Najśmieszniejsze było pisanie tego późno w nocy. Wyszła mi ta scena jakoś?
Macie czasem wrażenie że jesteście takimi odmieńcami? Ale nie w kwestii wyglądu czy innych zewnętrznych aspektów, tylko tak wewnętrznie? Psychicznie? Że wyznajecie inne wartości? Ja analizuje ludzi i większość wydaje mi się <bez obrazy, nie chcę tu nikogo urazić> bardziej prymitywna niż zwierzęta T^T. Stąd moje uczucie niezrozumienia i wyobcowania. Tylko ja tak mam?
Nie będę was już dłużej zanudzać :) Jeszcze raz przepraszam i zachęcam do komentowania. Możecie mi tam wszystko zarzucić, powiedzieć co wam nie pasuję, pochwalić jeśli jest co, zapytać o coś czy... co wy tam chcecie.Wiecie po co są komentarze przecież.
Znów przepraszam i pozdrawiam wszystkich, i każdego z osobna!
Maggie ♥
PS Zrobiliście coś na Dzień Matki? Jakaleczyłam papier napisałam wiersz.
Mi coraz częściej śniły się wspomnienia. Z najróżniejszych okresów. Przypominały o sobie miłe wydarzenia, ale czasem też te o których chciałam zapomnieć.
W śnie było jasno. Wiał delikatny wiatr, ale nie było zimno. Wspomnienie dotyczyło początku tego roku szkolnego. Właśnie wyszłam z Yuki ze szkoły.Pomachałyśmy Kaori która szła do rodziców by się pochwalić że jest z nami w klasie. Ja i Yuki byłyśmy bardzo szczęśliwe, dostałyśmy się do tej samej klasy. Obie w mundurkach. Obie się uśmiechałyśmy. Zwykle spokojna Yuki podskakiwała delikatnie a jej brązowe proste włosy falowały przy każdym ruchu. Ja miałam włosy związane w dwa kucyki i podskakiwałam obok równie szczęśliwa. Oczywiście zaraz się uspokoiłyśmy bo musiało to wyglądać idiotycznie: dwie szesnastoletnie dziewczyny trzymające się za ręce i podskakujące jak dzieci.
-Wiesz co, Roxy? Fajnie że będziemy prefektami. Będziemy więcej czasu spędzać razem-powiedziała, Jej fiołkowe oczy wręcz uśmiechały się do mnie.
-Ale wiesz... Nie musiałaś się zgadzać. Nie będziemy się wysypiać i w ogóle.
Szatynka przystanęła na chwilę. Patrzyła przez chwilę na swoje buty, po czym zapytała:
-Nie chcesz tego?
-Nie o to mi chodziło. Martwię się tylko, bo twoi rodzice mogą się czepiać jak dostaniesz przez to złą ocenę. To tyle.
-Nie będą!- od razu się rozpogodziła- Nie zaniedbam szkoły. Bo mnie z tej szkoły zabiorą, i każą wrócić do domu by móc mnie kontrolować. Nie potrzebuje tego. Z resztą, jestem już duża i sama wiem co dla mnie dobre.
delikatnie Mi też poprawiła tym humor.Wyjęła z małej torebki aparat i zapytała jakiegoś ucznia czy może zrobić nam zdjęcie. Obie na zdjęciu uśmiechałyśmy się stojąc obok siebie. Zdjęcie to stało teraz u nas na szafce.
-Wiesz, mam prośbę-powiedziała niepewnie - Zrobiłabyś coś dla mnie?
-Zależy co?
-Nie zostawiaj mnie, dobrze? Bądźmy zawsze blisko, tak byśmy w razie potrzeby miały do kogo się zwrócić o pomoc... Zgoda?
Lekko oszołomiona i zaskoczona pokiwałam tylko głową...
-Tak... tak będzie najlepiej. Jak będziemy blisko...-powiedziała bardziej do siebie, niż do mnie
Ze snu obudził mnie budzik.
-Czyli już szósta rano-pomyślałam-Nie wstanę... Nie chce...
-Rusz się Roxy-dobiegł moich uszu głos Yuki. Był nijaki. Po prostu bezbarwny- Bo zaśpisz.
-Nie zaśpię bo nie śpię. Słysze że dzwoni budzik tylko nie chce wstawać-powiedziałam podnosząc się z łóżka.
Zanim się zorientowałam ubrana i uczesana kłóciłam się z przyjaciółką o... Mydło. O durne mydło na którym się poślizgnęła. Twierdziła że nie jest jej, ja mydła szarego nie lubię więc nie moje. Mydło nie miało właściciela. A my po prostu krzyczałyśmy na siebie nawzajem.
Ktoś zapukał do drzwi.Dziewczyna poszła otworzyć drzwi a ja usiadłam na łóżku. Za drzwiami stała uczennica jeszcze w pidżamie.
-Yuki-san, dlaczego tak krzyczycie? Stało się coś?-zapytała dziewczyna przecierając oczy
-Bardzo przepraszam, będziemy ciszej. Nic się nie stało. Wróć do łóżka. Jeszcze raz wybacz.
Zamknęła drzwi za dziewczyną.
-Czyli nastawienie zmieniła tylko do mnie -pomyślałam
-Po prostu pilnuj swoich rzeczy-powiedziała po czym wzięła swoją torbę
-Ostatni raz mówię że to nie mo...-ale jej już nie było w pokoju
Położyłam się na niedawno pościelonym łóżku i założyłam na uszy słuchawki. Nie byłam przyzwyczajona do takiej sytuacji więc musiałam to ogarnąć myślami.
Wróciła z jakiegoś miejsca, stała się dziwna, nic nie chce mi powiedzieć... To że coś się stało wtedy było rzeczą oczywistą. Pytanie było tylko: ,,Co?"
W owej sytuacji przychodziły mi na myśl tylko dwie osoby: Kaori i Dyrektor, Dyrektor i Kaori.
Zapytać najlepiej będzie Kaori czy Dyra... Dyrektora oczywiście!
Po lekcjach miałam zamiar pomaszerować prosto do gabinetu wuja. Schodząc po schodach wpadłam na młodego chłopaka.
-Przepraszam, wiesz gdzie jest gabinet dyrektora?
-Na końcu korytarza.
-Dzięki!-powiedział, i poszedł w stronę gabinetu.
-Nie zdążyłam mu się nawet przyjrzeć...-szepnęłam- Miał śliczne oczy...
Jedynymi rzeczami jakie zauważyłam było to że miał liliowe oczy, i ciemne włosy.
Skoro dyrektor był zajęty... To jest jeszcze Kaori!
* * *
-Kaori, co ja mam z nią zrobić? Kiedyś ją uduszę... Robić awanturę o mydło? Naprawdę?
-Może ma jakieś kłopoty? Popytaj ją-powiedziała, zajadając się kawałkiem truskawkowego ciasta, w naszej kawiarni
-boje że odgryzie mi głowę...-mruknęłam, patrząc na kubek z kakao, jakby miało mi powiedzieć, co zrobić-Może ty ją zapytaj?
Spojrzała na mnie krytycznym wzrokiem, unosząc brew.
-Roxy... Wiesz, myślę że nie mam z nią takich relacji jak z tobą... Wręcz przeciwnie, nie rozmawiamy. Więc raczej mi nie powie...
Spojrzałam zamyślona w okno. Pierwsze krople deszczu zaczęły spadać z nieba.
-Chyba będzie burza-zauważyła z niepokojem blondynka-Jak ty możesz lubić, kiedy pada, chyba nigdy tego nie zrozumiem. To taka smutna pogoda. A lato? Gorące lato... Można iść na plażę...-rozmarzyła się dziewczyna
-W kwestii lata, to właśnie to: ,,gorące" mi przeszkadza... przez to nie jestem zwolenniczką lata, gdy jest czterdzieści tysięcy stopni.
-Dziwna jesteś...-skwitowała, a ja wzruszyłam tylko ramionami.
* * *
Słońce... durne słońce...
Patrzyłam się teraz w stron zachodzącego słońca, jakbym chciała zmusić je by szybciej zaszło...
Chcąc odgrodzić się na chwile od całego tego szkolnego szumu, zawędrowałam na dach.
Czekałam aż zajdzie, by móc iść do pokoju i pójść spać. Nie musieć z nikim gadać...Nie wiedziałam jak określić stan w jakim byłam... Nie była to ani depresja, ani smutek. Pewnego rodzaju samotność dokuczała mi coraz bardziej. Zbyt mocno byłam przywiązana do jednej osoby...
Po zachodzie słońca, poszłam do gabinetu porozmawiać z dyrektorem.
Puk, Puk... cisza. Oczywiście zapukałam drugi raz. I ponownie to samo.
-Nie no bez żartów... W dzień nie ma czasu a wieczorem go nie ma...
Pomaszerowałam prosto do pokoju, gdzie od progu zaczęła na mnie krzyczeć Yuki. Sama nie wiedziałam o co chodzi, więc patrzyłam się na nią tępo, po czym wzięłam pierwszą, lepszą książkę i wyszłam.Czytanie mnie nie uspokajało... po raz czwarty czytałam te samą stronę, nie rozumiejąc co czytam. Wpatrywanie się w niebo zaczęło mnie męczyć już po pięciu minutach od zaprzestania prób przeczytania czegokolwiek. Siedziałam tak, wpatrując się tempo w przestrzeń, tracąc poczucie czasu. Czekałam... Słońca zbliżało się coraz bliżej horyzontu. Kiedy wreszcie ostatnie promienie słońca zniknęły, wróciłam do pokoju.
-Yuki, powiesz mi co ci ostatnio jest?
-Nic, po prostu cię nienawidzę. Nie chce mieć takiej przyjaciółki jak ty. Ja nie chce cie znać-odpowiedziała tak obojętnie ze sam ton jej głosu mnie bolał
Wstała i wyszła. Ja siedziałam jeszcze na łóżku, zbyt otumaniona tymi słowami. A jeszcze parę dni wcześniej rozmawiałyśmy jak siostry.
-Proszę- odpowiedział głos z za drzwi
-Musimy porozmawiać, dyrektorze.
-Roxy... a możemy za chwilę, jestem zajęty - ręką wskazał na chłopaka, który wcześniej szukał gabinetu.
-W zasadzie to ja już nie mam pytań... trafie do pokoju...
-Oczywiście, wiec na koniec: witam w mojej szkole.
Chłopak tylko pokiwał głową i wyszedł.
-Co jej jest?
-Komu?
-Yuki a komu?! Jeśli ktokolwiek coś wie, to ty. Teraz mi powiesz co z nią jest.
-Nie.-odpowiedział krotko
"Nie wybuchnij, to dyrektor" pomyślałam.
-Dlaczego "Nie"?
Przez bardzo długi czas wodziliśmy się wzajemnie za nos. W końcu poznałam choć skrawek skrywanej tajemnicy, o której nikt mi nie chciał nic powiedzieć.
-Posłuchaj, Yuki ma podejrzenia kto się mógł tu włamać, albo kto miał z tym coś wspólnego. Tyle ostatecznie możesz wiedzieć.
-Ostatecznie? Chce wiedzieć wszystko!
-Ale ja jeszcze nie wszystkiego jestem pewien. Nie podam ci niepewnych informacji.
Pokiwałam głową.Nie to nie... Sama się dowiem.Wstałam i bez słowa wyszłam. Spojrzałam na zegarek. Byłam tam pięćdziesiąt minut... długo jak na jeden konkret.
-Trzeba by wracać...
Przed powrotem popatrzyłam czy jacyś ludzie nie kręcą się po dworze. Odesłałam trzy dziewczyny do pokoi i ruszyłam do siebie.
Drzwi były nie domkniete.
-Nie zamknelam?-zapytalam siebie w myslach
Weszłam do pokoju i usiadłam na łóżku. Yuki leżała na boku twarzą do ściany. W całym pokoju było dość ciemno
-Posłuchaj, dyrektor mi mówił ze masz podejrzenia odnośnie tamtego włamania. Powiesz mi coś?
Cisza. Brak reakcji.
-Haloo? Jest tam kto?
Znów cisza. Sfrustrowana wstrzymałam oddech dla uspokojenia. Ponoć to działa.
Coś mi tu nie pasowało. Dopiero po chwili zrozumiałam co.
Ta cisza. Nie chodziło o milczenie tylko o absolutna cisze. Nie było nic słychać przez tamta chwile. Żadnych oddechów. Tylko jedno bicie serca.
Na początku zdębiałam. Wstrzymałam mimowolnie oddech i znów odpowiedziało mi ta cisza. Podeszłam do łóżka przyjaciółki. Najpierw delikatnie stuknęłam ja w ramie. Nic. Potem znów. To samo. Aż w końcu delikatnym ruchem ja obróciłam
Leżała tak i patrzyła nie na mnie pustym wzrokiem. W jej oczach nie było nic. Uśmiechała się, ale bardzo nienaturalnie. Fanatycznie się wręcz szczerzyła. Z klatki piersiowej wystawała niewielka rękojeść od noża, a biała koszula prawie cala była zabarwiona na czerwono. Obok na łóżku leżała książka, pościel była czysta. Jakby ktoś ułożył te makabryczna scenę.
Nie mogłam znieść uczucia , ze te puste oczy na mnie patrzą. Kolana się pode mną ugięły. Nie płakałam. Nie dotarło to jeszcze w pełni do mnie. Siedziałam tak przez chwile, a każdy następny mój ruch był, jakby ktoś sterował lalką.
Wstałam i udałam się prosto do gabinetu wuja. Nie zapukałam tylko weszłam. Już miał coś powiedzieć, ale zamilkł. Widocznie widział ze jest coś nie tak. Wskazałam tylko na niego i wyszłam. Zrozumiał, poszedł za mną. Szlam jak maszyna. Wszystkie ruchy były wykonywane mechanicznie. Zatrzymałam się przed drzwiami pokoju. Wpatrywałam się w nie przez chwilę a gdy mężczyzna stanął za mną, otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka. Zapalił światło i natychmiast zrozumiał o co chodzi. Ja usiadłam na łóżku. Zaczęły powracać powoli przebłyski świadomości. Podszedł powoli do ciała, cały czas patrząc na nie, ale gdy zauważył nóż i te puste oczy, zrozumiał ze pulsu nie wyczuje. Wziął mnie za rękę i wyprowadził z pokoju. Usiadłam pod ścianą, obok drzwi. Zauważyłam, ze płacze. Nie chlipałam, nie skuliłam się w kłębek. Siedziałam tylko pod ścianą, podciągnęłam kolana o klatki piersiowej, i nawet nie zwracałam uwagi na łzy. Cały czas widziałam te puste oczy.
Dyrektor zadzwonił do paru ludzi. Wszyscy byli ubrani na ciemno.Zachowywali się cicho, jak duchy. Weszli, zabrali ciało i wyszli. Ciało... jak łatwo nam używać tego określenia, gdy nie chodzi nam o nikogo bliskiego. Gospodarz klasy z aniołami, poinformowany najprawdopodobniej przez tych mężczyzn przyszedł sprawdzić o co dokładnie chodzi.
Brunet o złotobrązowych oczach zamienił parę zdań z dyrektorem. Mówili tak cicho, ze nie usłyszałam nawet jednego słowa. Na koniec spojrzał na mnie, a gdy napotkał mój wzrok uśmiechnął się delikatnie, jakby chciał mi dodać otuchy.
Tego wieczoru mężczyźni na prośbę wuja spakowali moje rzeczy, i dostałam pojedynczy pokój, piętro wyżej, na końcu korytarza. Łzy leciały mi dopóki nie zasnęłam. Jeden z nich, najmłodszy, został przy mnie do końca, jak prosił wuj...
Nigdy nie płakałam za zmarłymi. Od małego wydawało mi się to może nie tyle dziwne i głupie, co niewłaściwe. Przecież im już to nie pomoże. Nie płakałam za rodzicami. Nie pamiętałam ich twarzy. Nie pytałam o nich. Wolałam być w stanie błogiej nieświadomości, nie martwić też wuja wspomnieniami. Nie straciłam nigdy na tyle bliskiej osoby by płakać za nią. Nie raz zmarła osoba którą znałam czy lubiłam. Jednak tego dnia płakałam za nieżyjącą przyjaciółką. Dalej byłam na nią zła. Płakałam jednak z żalu... Nigdy nie zgadzałam się z tym że jest wokół nas ktoś, kto może zastąpić zmarłą osobę. Dlatego straty tak bolą. Jednak nie tyle świadomość straty była dla mnie bolesna, co wracające wspomnienia... Głównie te dobre, wspólnie spędzone chwile...
...........................................................................................
Konnichi wa i GOMEN NASAI-przede wszystkim.
Wiem, jestem złym, strasznym potworem i straszyli mną kiedyś dzieci, a do tego jestem BE że was zaniedbałam. Bardzo mi przykro! Wiecie... mam czasem wrażenie że świat się na mnie uwziął. Ale nic nie poradzę na to użalając się.
Nie zanudzając was dalej, mój chory umysł już wymyślił co się będzie działo w tej historii. Miałam "zabić" Yuki ciut później, ale stwierdziłam że już mi się tu nie przyda.
Wiecie że to jak ją Roxy znalazła wzięłam z moich koszmarów? Nie? To już wiecie. Fajne mam sny, prawda? Najśmieszniejsze było pisanie tego późno w nocy. Wyszła mi ta scena jakoś?
Macie czasem wrażenie że jesteście takimi odmieńcami? Ale nie w kwestii wyglądu czy innych zewnętrznych aspektów, tylko tak wewnętrznie? Psychicznie? Że wyznajecie inne wartości? Ja analizuje ludzi i większość wydaje mi się <bez obrazy, nie chcę tu nikogo urazić> bardziej prymitywna niż zwierzęta T^T. Stąd moje uczucie niezrozumienia i wyobcowania. Tylko ja tak mam?
Nie będę was już dłużej zanudzać :) Jeszcze raz przepraszam i zachęcam do komentowania. Możecie mi tam wszystko zarzucić, powiedzieć co wam nie pasuję, pochwalić jeśli jest co, zapytać o coś czy... co wy tam chcecie.Wiecie po co są komentarze przecież.
Znów przepraszam i pozdrawiam wszystkich, i każdego z osobna!
Maggie ♥
PS Zrobiliście coś na Dzień Matki? Ja
wtorek, 19 lutego 2013
Zmiany w ludziach mogą nastąpić bardzo szybko... Często nagle.
Siedziałam i myślałam nad odpowiedzią.
Co jak co, ale KIEDY zapowiadali nam sprawdzian?! Pytania z kosmosu... Dobrze że pytania są zamknięte, bo byłoby źle.
Będąc wkurzonym nie zbyt fajnie jest myśleć. A wkurzona byłam czemu? Bo mój kochany wujek... znaczy dyrektor zamiast nam coś wyjaśnić powiedział że mamy się tym nie martwić i wyszedł (zabić to za mało). Yuki jakoś niebardzo chciała nalegać i biegać za dyrektorem, żądając odpowiedzi więc... Cóż po prostu poszłyśmy na lekcję zirytowane.
Spojrzałam na przyjaciółkę. Właśnie kończyła test.
-Kujon...-pomyślałam, po czym wzięłam się do pracy
Całą przerwę tłumaczyła mi coś co ledwo sama rozumiałam.
-Już łapiesz?-zapytała ciepło
-Mogę cię skłamać i powiedzieć: taaaak. Szczerze jednak następnym razem gdy mnie zapytają nie będzie fajnie.
Na drugiej przerwie Yuki poszła załatwić jakąś ,,wielce ważną sprawę" i kazała się nie martwić. Normalnie chciałabym żeby mi powiedziała o co chodzi, ale byłam tak zmęczona po paskudnej nocy, że mnie to nawet nie obchodziło.
Usiadłam pod drzewem, założyłam słuchawki na uszy i zamknęłam oczy. Dziś było spokojnie. Tej anielskiej klasy nie było, bo gdzieś wyjechali. Było tak spokojnie że aż nudno. Dziewczyny więc gromadkami się włóczyły rozczarowane, a ja miałam wreszcie spokój. No prawie. Jak tylko przestałam być zła na dyrektora, znów zaczęłam mimowolnie myśleć o wczorajszym dniu.
-Czy ja po prostu nie mogę siedzieć i nic nie robić?!-Zapytałam sama siebie w myślach.
Poczułam stuknięcie w kolano. Zdjęłam słuchawki i spojrzałam kto to.
-Kaori! Co tam?-spytałam uśmiechniętą blondynkę
-Aaa… takie tam, nudy. Przyszłam ci potowarzyszyć i pogadać.-Powiedziała i usiadła obok mnie- Mam takie pytanko.
-Zaskocz mnie.-Kaori jak zwykle uśmiechnięta, może pomoże mi się wyluzować
-Więc…-zaczęła lekko niepewna- Słyszałam plotki że ktoś się włamał do gabinetu dyrektora… To prawda?
Milczałam nie pewna czy powinnam jej powiedzieć.
-Oj, przecież wiesz że nikomu nie powiem. Z resztą chyba cię to martwi… Więc może mi powiesz.-Zapewniła mnie przyjaciółka
Przez chwilę myślałam nad tym czy jej to powiedzieć. Z jednej strony ciężko było nie móc się wygadać przyjaciółce, z drugiej nie chciałam o tym nikomu mówić…
-No… tak, ktoś się włamał.-spojrzałam na blondynkę, by zobaczyć jej reakcję
Pokiwała tylko głową, po czy ponownie zapytała:
-A wiecie już kto to był?
Pokręciłam przecząco głową.
-Dyrektor miał nam to dziś wyjaśnić, cokolwiek powiedzieć. Nic jednak nam nie powiedział.
-Nam?-spytała- Yuki też nic nie wie?
Spojrzałam na nią zaskoczona.
-Przecież gdyby ona wiedziała to ja raczej też, prawda? A swoją drogą tak bardzo cię to ciekawi?
-Wiesz że jestem troszkę ciekawska, jak coś mnie zainteresuje. Zostawił jakieś ślady czy coś?
-Nie wiem… Wyskoczyła przez okno… wiem niewiele więcej od ciebie, gadułko -Obie z przyjaciółką zaczęłyśmy się śmiać.
-Dobra ja lecę coś załatwić! Papa!
***
Ostatnia minuta ostatniej lekcji. Połowa osób się wyłączyła całkowicie a druga połowa patrzyła na zegarek.
Moją przyjaciółkę gdzieś wywiało. Nie wróciła na lekcję.
-Się wagaruje Yuki- mruknęłam siedząc po lekcjach w pokoju-Ale żeby aż tyle cię nie było...
Wstałam z łóżka, wzięłam płaszcz, buty i wyszłam z budynku.
Usiadłam na brzegu fontanny stojącej niedaleko szkoły.
Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do przyjaciółki.
Nie odbierała. Poczta głosowa. Rozłączyłam się.
-Co jest no?- spróbowałam ponownie. To samo- Shimatta... Obraziła się czy co?
Połaziłam tak jeszcze trochę i wróciłam do pokoju.
Przyjaciółka nie wróciła na noc. Cały czas pilnowałam wszystko sama. Cały dzień biegałam z papierami, pilnowałam uczniów i martwiłam się o Yuki. Padnięta wróciłam do pokoju.
-Hej, gdzie się włóczysz? Zaraz idziemy pilnować by nikt się nie łaził po nocach. -Powiedziała jak gdyby nigdy nic Yuki, nie odrywając wzroku od książki.
Usiadłam na łóżku starając się nie wybuchnąć.
-Nie było cię. Nic mi nie wyjaśnisz?-zapytałam z lekkim wyrzutem
-Zapytałam cię pierwsza. Gdzie się włóczysz?
-Wyobraź sobie, biegałam sama z toną papierów. A cały dzień spełniałam obowiązki za dwie osoby, i dopiero teraz mam wolne. Bo jedni coś robią, a inni se czytają.
Podniosła wzrok z nad książki niezbyt zainteresowana tym że jestem na nią zła.
-A ja musiałam coś załatwić. A więcej wiedzieć nie musisz.
-Masz jakiś problem czy jak?! Ledwo wracasz po swojej cudownej eskapadzie w miejsce zwane ,,nie powiem ci, bo mi się zwyczajnie nie chce" i już masz jakiś problem?!
Chłód jaki od niej bił aż mnie bolał.
-Mam problem, z tobą. Ale widocznie jesteś za mało rozgarnięta by to pojąć.
I tego już było dla mnie za wiele. Odwróciłam się, nie śpiesząc się do drzwi i po prostu wyszłam.
Połaziłam trochę. Zapisałam i odesłałam ludzi którzy skradali się po nocach (właściwie tylko: uczennice).
Usiadłam pod koniec na ławce. Analizowałam powoli zmiany które zaszły w mojej przyjaciółce. Wydawało mi się że znam ją. Potrafiłam przewidzieć każdą jej reakcję aż do dziś.
* * *
Wow... post dodany po latach. Przepraszam was wszystkich i każdego z osobna za zaniedbanie was, Mam ostatnio sporo problemów. Zdrowie mi się rypie od września, szkoła też. A to byłam w szpitalu a to inne bzdety i po prostu nie miałam jak coś dodać. Powoli (dość mocno powoli) wracam do siebie. Będę żyć... Nie martwcie się <Wiem że nikt się nie martwi taką istotką jak ja T^T :chlip chlip,płaku płaku:>.
Postaram się dodawać coś częściej, ale już obiecywałam to ostatnio i co z tego wyszło, sami widzicie.
Na ile mi pozwoli zdrowie i czas, tyle będę pisać. Ćwiczę to bo trochę to polubiłam, a sama nie jestem pewna do końca jak ta historia się skończy. Ciekawi mnie to.
Gomen'nasai za wszystko!
Wasza Maggie!
PS Tsaaa... ta moja skleroza. Zachęcam do komentowania, ale bądźcie łagodni bo podczas choroby, pisanie, sami rozumiecie. A co myślicie o nowym wyglądzie bloga? Jakieś opinie?
Co jak co, ale KIEDY zapowiadali nam sprawdzian?! Pytania z kosmosu... Dobrze że pytania są zamknięte, bo byłoby źle.
Będąc wkurzonym nie zbyt fajnie jest myśleć. A wkurzona byłam czemu? Bo mój kochany wujek... znaczy dyrektor zamiast nam coś wyjaśnić powiedział że mamy się tym nie martwić i wyszedł (zabić to za mało). Yuki jakoś niebardzo chciała nalegać i biegać za dyrektorem, żądając odpowiedzi więc... Cóż po prostu poszłyśmy na lekcję zirytowane.
Spojrzałam na przyjaciółkę. Właśnie kończyła test.
-Kujon...-pomyślałam, po czym wzięłam się do pracy
Całą przerwę tłumaczyła mi coś co ledwo sama rozumiałam.
-Już łapiesz?-zapytała ciepło
-Mogę cię skłamać i powiedzieć: taaaak. Szczerze jednak następnym razem gdy mnie zapytają nie będzie fajnie.
Na drugiej przerwie Yuki poszła załatwić jakąś ,,wielce ważną sprawę" i kazała się nie martwić. Normalnie chciałabym żeby mi powiedziała o co chodzi, ale byłam tak zmęczona po paskudnej nocy, że mnie to nawet nie obchodziło.
Usiadłam pod drzewem, założyłam słuchawki na uszy i zamknęłam oczy. Dziś było spokojnie. Tej anielskiej klasy nie było, bo gdzieś wyjechali. Było tak spokojnie że aż nudno. Dziewczyny więc gromadkami się włóczyły rozczarowane, a ja miałam wreszcie spokój. No prawie. Jak tylko przestałam być zła na dyrektora, znów zaczęłam mimowolnie myśleć o wczorajszym dniu.
-Czy ja po prostu nie mogę siedzieć i nic nie robić?!-Zapytałam sama siebie w myślach.
Poczułam stuknięcie w kolano. Zdjęłam słuchawki i spojrzałam kto to.
-Kaori! Co tam?-spytałam uśmiechniętą blondynkę
-Aaa… takie tam, nudy. Przyszłam ci potowarzyszyć i pogadać.-Powiedziała i usiadła obok mnie- Mam takie pytanko.
-Zaskocz mnie.-Kaori jak zwykle uśmiechnięta, może pomoże mi się wyluzować
-Więc…-zaczęła lekko niepewna- Słyszałam plotki że ktoś się włamał do gabinetu dyrektora… To prawda?
Milczałam nie pewna czy powinnam jej powiedzieć.
-Oj, przecież wiesz że nikomu nie powiem. Z resztą chyba cię to martwi… Więc może mi powiesz.-Zapewniła mnie przyjaciółka
Przez chwilę myślałam nad tym czy jej to powiedzieć. Z jednej strony ciężko było nie móc się wygadać przyjaciółce, z drugiej nie chciałam o tym nikomu mówić…
-No… tak, ktoś się włamał.-spojrzałam na blondynkę, by zobaczyć jej reakcję
Pokiwała tylko głową, po czy ponownie zapytała:
-A wiecie już kto to był?
Pokręciłam przecząco głową.
-Dyrektor miał nam to dziś wyjaśnić, cokolwiek powiedzieć. Nic jednak nam nie powiedział.
-Nam?-spytała- Yuki też nic nie wie?
Spojrzałam na nią zaskoczona.
-Przecież gdyby ona wiedziała to ja raczej też, prawda? A swoją drogą tak bardzo cię to ciekawi?
-Wiesz że jestem troszkę ciekawska, jak coś mnie zainteresuje. Zostawił jakieś ślady czy coś?
-Nie wiem… Wyskoczyła przez okno… wiem niewiele więcej od ciebie, gadułko -Obie z przyjaciółką zaczęłyśmy się śmiać.
-Dobra ja lecę coś załatwić! Papa!
***
Ostatnia minuta ostatniej lekcji. Połowa osób się wyłączyła całkowicie a druga połowa patrzyła na zegarek.
Moją przyjaciółkę gdzieś wywiało. Nie wróciła na lekcję.
-Się wagaruje Yuki- mruknęłam siedząc po lekcjach w pokoju-Ale żeby aż tyle cię nie było...
Wstałam z łóżka, wzięłam płaszcz, buty i wyszłam z budynku.
Usiadłam na brzegu fontanny stojącej niedaleko szkoły.
Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do przyjaciółki.
Nie odbierała. Poczta głosowa. Rozłączyłam się.
-Co jest no?- spróbowałam ponownie. To samo- Shimatta... Obraziła się czy co?
Połaziłam tak jeszcze trochę i wróciłam do pokoju.
Przyjaciółka nie wróciła na noc. Cały czas pilnowałam wszystko sama. Cały dzień biegałam z papierami, pilnowałam uczniów i martwiłam się o Yuki. Padnięta wróciłam do pokoju.
-Hej, gdzie się włóczysz? Zaraz idziemy pilnować by nikt się nie łaził po nocach. -Powiedziała jak gdyby nigdy nic Yuki, nie odrywając wzroku od książki.
Usiadłam na łóżku starając się nie wybuchnąć.
-Nie było cię. Nic mi nie wyjaśnisz?-zapytałam z lekkim wyrzutem
-Zapytałam cię pierwsza. Gdzie się włóczysz?
-Wyobraź sobie, biegałam sama z toną papierów. A cały dzień spełniałam obowiązki za dwie osoby, i dopiero teraz mam wolne. Bo jedni coś robią, a inni se czytają.
Podniosła wzrok z nad książki niezbyt zainteresowana tym że jestem na nią zła.
-A ja musiałam coś załatwić. A więcej wiedzieć nie musisz.
-Masz jakiś problem czy jak?! Ledwo wracasz po swojej cudownej eskapadzie w miejsce zwane ,,nie powiem ci, bo mi się zwyczajnie nie chce" i już masz jakiś problem?!
Chłód jaki od niej bił aż mnie bolał.
-Mam problem, z tobą. Ale widocznie jesteś za mało rozgarnięta by to pojąć.
I tego już było dla mnie za wiele. Odwróciłam się, nie śpiesząc się do drzwi i po prostu wyszłam.
Połaziłam trochę. Zapisałam i odesłałam ludzi którzy skradali się po nocach (właściwie tylko: uczennice).
Usiadłam pod koniec na ławce. Analizowałam powoli zmiany które zaszły w mojej przyjaciółce. Wydawało mi się że znam ją. Potrafiłam przewidzieć każdą jej reakcję aż do dziś.
* * *
Wow... post dodany po latach. Przepraszam was wszystkich i każdego z osobna za zaniedbanie was, Mam ostatnio sporo problemów. Zdrowie mi się rypie od września, szkoła też. A to byłam w szpitalu a to inne bzdety i po prostu nie miałam jak coś dodać. Powoli (dość mocno powoli) wracam do siebie. Będę żyć... Nie martwcie się <Wiem że nikt się nie martwi taką istotką jak ja T^T :chlip chlip,płaku płaku:>.
Postaram się dodawać coś częściej, ale już obiecywałam to ostatnio i co z tego wyszło, sami widzicie.
Na ile mi pozwoli zdrowie i czas, tyle będę pisać. Ćwiczę to bo trochę to polubiłam, a sama nie jestem pewna do końca jak ta historia się skończy. Ciekawi mnie to.
Gomen'nasai za wszystko!
Wasza Maggie!
PS Tsaaa... ta moja skleroza. Zachęcam do komentowania, ale bądźcie łagodni bo podczas choroby, pisanie, sami rozumiecie. A co myślicie o nowym wyglądzie bloga? Jakieś opinie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
