wtorek, 19 lutego 2013

Zmiany w ludziach mogą nastąpić bardzo szybko... Często nagle.

    Siedziałam i myślałam nad odpowiedzią.
Co jak co, ale KIEDY zapowiadali nam sprawdzian?! Pytania z kosmosu... Dobrze że pytania są zamknięte, bo byłoby źle.
Będąc wkurzonym nie zbyt fajnie jest myśleć. A wkurzona byłam czemu? Bo mój kochany wujek... znaczy dyrektor zamiast nam coś wyjaśnić powiedział że mamy się tym nie martwić i wyszedł (zabić to za mało). Yuki jakoś niebardzo chciała nalegać i biegać za dyrektorem, żądając odpowiedzi więc... Cóż po prostu poszłyśmy na lekcję zirytowane.
Spojrzałam na przyjaciółkę. Właśnie kończyła test.
-Kujon...-pomyślałam, po czym wzięłam się do pracy
  
    Całą przerwę tłumaczyła mi coś co ledwo sama rozumiałam.
-Już łapiesz?-zapytała ciepło
-Mogę cię skłamać i powiedzieć: taaaak. Szczerze jednak następnym razem gdy mnie zapytają nie będzie fajnie.
    Na drugiej przerwie Yuki poszła załatwić jakąś ,,wielce ważną sprawę" i kazała się nie martwić. Normalnie chciałabym żeby mi powiedziała o co chodzi, ale byłam tak zmęczona po paskudnej nocy, że mnie to nawet nie obchodziło.
Usiadłam pod drzewem, założyłam słuchawki na uszy i zamknęłam oczy. Dziś było spokojnie. Tej anielskiej klasy nie było, bo gdzieś wyjechali. Było tak spokojnie że aż nudno. Dziewczyny więc gromadkami się włóczyły rozczarowane, a ja miałam wreszcie spokój. No prawie. Jak tylko przestałam być zła na dyrektora, znów zaczęłam mimowolnie myśleć o wczorajszym dniu.
-Czy ja po prostu nie mogę siedzieć i nic nie robić?!-Zapytałam sama siebie w myślach.
    Poczułam stuknięcie w kolano. Zdjęłam słuchawki i spojrzałam kto to.
-Kaori! Co tam?-spytałam uśmiechniętą blondynkę
-Aaa… takie tam, nudy. Przyszłam ci potowarzyszyć i pogadać.-Powiedziała i usiadła obok mnie- Mam takie pytanko.
-Zaskocz mnie.-Kaori jak zwykle uśmiechnięta, może pomoże mi się wyluzować
-Więc…-zaczęła lekko niepewna- Słyszałam plotki że ktoś się włamał do gabinetu dyrektora… To prawda?
Milczałam nie pewna czy powinnam jej powiedzieć.
-Oj, przecież wiesz że nikomu nie powiem. Z resztą chyba cię to martwi… Więc może mi powiesz.-Zapewniła mnie przyjaciółka
Przez chwilę myślałam nad tym czy jej to powiedzieć. Z jednej strony ciężko było nie móc się wygadać przyjaciółce, z drugiej nie chciałam o tym nikomu mówić…
-No… tak, ktoś się włamał.-spojrzałam na blondynkę, by zobaczyć jej reakcję
Pokiwała tylko głową, po czy ponownie zapytała:
-A wiecie już kto to był?
Pokręciłam przecząco głową.
-Dyrektor miał nam to dziś wyjaśnić, cokolwiek powiedzieć. Nic jednak nam nie powiedział.
-Nam?-spytała- Yuki też nic nie wie?
Spojrzałam na nią zaskoczona.
-Przecież gdyby ona wiedziała to ja raczej też, prawda? A swoją drogą tak bardzo cię to ciekawi?
-Wiesz że  jestem troszkę ciekawska, jak coś mnie zainteresuje.  Zostawił jakieś ślady czy coś?
-Nie wiem… Wyskoczyła przez okno… wiem niewiele więcej od ciebie, gadułko -Obie z przyjaciółką zaczęłyśmy się śmiać.
-Dobra ja lecę coś załatwić! Papa!
                                                                 ***
    Ostatnia minuta ostatniej lekcji. Połowa osób się wyłączyła całkowicie a  druga połowa patrzyła na zegarek.
Moją przyjaciółkę gdzieś wywiało. Nie wróciła na lekcję.
                                                                     
    -Się wagaruje Yuki- mruknęłam siedząc po lekcjach w pokoju-Ale żeby aż tyle cię nie było...
Wstałam z łóżka, wzięłam płaszcz, buty i wyszłam z budynku.
Usiadłam na brzegu fontanny stojącej niedaleko szkoły.
Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do przyjaciółki.
Nie odbierała. Poczta głosowa. Rozłączyłam się.
-Co jest no?- spróbowałam ponownie. To samo- Shimatta...  Obraziła się czy co?
Połaziłam tak jeszcze trochę i wróciłam do pokoju.

      Przyjaciółka nie wróciła na noc. Cały czas pilnowałam wszystko sama. Cały dzień biegałam z papierami, pilnowałam uczniów i martwiłam się o Yuki. Padnięta  wróciłam do pokoju.
-Hej, gdzie się włóczysz? Zaraz idziemy pilnować by nikt się nie łaził po nocach. -Powiedziała jak gdyby nigdy nic Yuki, nie odrywając wzroku od książki.
Usiadłam na łóżku starając się nie wybuchnąć.
-Nie było cię. Nic mi nie wyjaśnisz?-zapytałam z lekkim wyrzutem
-Zapytałam cię pierwsza. Gdzie się włóczysz?
-Wyobraź sobie, biegałam sama z toną papierów. A cały dzień spełniałam obowiązki za dwie osoby, i dopiero teraz mam wolne. Bo jedni coś robią, a inni se czytają.
Podniosła wzrok z nad książki niezbyt zainteresowana tym że jestem na nią zła.
-A ja musiałam coś załatwić. A więcej wiedzieć nie musisz.
-Masz jakiś problem czy jak?! Ledwo wracasz po swojej cudownej eskapadzie w miejsce zwane ,,nie powiem ci, bo mi się zwyczajnie nie chce" i już masz jakiś problem?!
Chłód jaki od niej bił aż mnie bolał.
-Mam problem, z tobą. Ale widocznie jesteś za mało rozgarnięta by to pojąć.
I tego już było dla mnie za wiele. Odwróciłam się, nie śpiesząc się do drzwi i po prostu wyszłam.
Połaziłam trochę. Zapisałam i odesłałam ludzi którzy skradali się po nocach (właściwie tylko: uczennice).
Usiadłam pod koniec na ławce. Analizowałam powoli zmiany które zaszły w mojej przyjaciółce. Wydawało mi się że znam ją. Potrafiłam przewidzieć każdą jej reakcję aż do dziś.

                                                      *      *     *
Wow... post dodany po latach. Przepraszam was wszystkich i każdego z osobna za zaniedbanie was, Mam ostatnio sporo problemów. Zdrowie mi się rypie od września, szkoła też. A to byłam w szpitalu a to inne bzdety i po prostu nie miałam jak coś dodać. Powoli (dość mocno powoli) wracam do siebie. Będę żyć... Nie martwcie się <Wiem że nikt się nie martwi  taką istotką jak ja T^T :chlip chlip,płaku płaku:>.
Postaram się dodawać coś częściej, ale już obiecywałam to ostatnio i co z tego wyszło, sami widzicie.
Na ile mi pozwoli zdrowie i czas, tyle będę pisać. Ćwiczę to bo trochę to polubiłam, a sama nie jestem pewna do końca jak ta historia się skończy. Ciekawi mnie to.

Gomen'nasai za wszystko!

Wasza Maggie!

PS Tsaaa... ta moja skleroza. Zachęcam do komentowania, ale bądźcie łagodni bo podczas choroby, pisanie, sami rozumiecie. A co myślicie o nowym wyglądzie bloga? Jakieś opinie?